Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #Terapia przez Pisanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #Terapia przez Pisanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 kwietnia 2026

Miłość w średniowieczu

 Pojęcie rodziny. Jaka była kiedyś percepcja rodziny? Jak ją postrzegano i definiowano? Czynniki zewnętrzne, takie jak presja ekonomiczna i śmiertelność, mogły wpływać na rozmiary i strukturę rodziny , ale jej ideał znajdujący odzwierciedlenie w obyczajach i prawach dotyczących dziedziczenia, wywierał decydujący wpływ na postawy i relacje, a także na działania : kto się żenił i w jakim wieku , kto pozostał w domu, kto zajmował główne miejsce w rodzinie. 
Socjologowie dwojako definiują funkcję współczesnej rodziny: "socjalizowanie" potomstwa oraz ukierunkowanie potrzeb seksualnych i emocjonalnych dorosłych. Jednak w przeszłości rodzina odgrywała także inne bardzo ważne role. Funkcjonowała jako organizacja obronna, komórka polityczna, szkoła, system sądowniczy, zbiorowość religijna,  manufaktura.  Przez stulecia funkcje te przekazywano stopniowo wielkim "zewnętrznym" instytucjom nowożytnych społeczeństw - państwu , Kościołowi  i przemysłowi.


Rodzaj i system pokrewieństwa i miejsce rodziny w tymże. Współcześnie w społeczeństwach, zachodnich, wieksze grupy krewnych i powinowatych - mają ogromne znaczenie.   Na przykład w średniowieczu, podobnie jak w większości dawnych społeczności , odgrywały one wielką rolę.  
Klany i rody są patrylinearne, jeżeli wywodzą się z linii męskiej, bądź matrylinearne - z linii żeńskiej.  Sieć krewnych jest, jak to się powiada : "egocentryczna", gdyż jej skład różni się z punktu widzenia wszystkich jej członków- z wyjątkiem rodzeństwa. Krewni w danej społeczności tkankę zazębiających się kręgów. 
W społeczeństwie preindustrialnym te dwa rodzaje grup spokrewnionych ze soba ludzi odgrywały ważną, a często decydującą rolę w przekazywaniu majątków, doborze małżonków, chronieniu poszczególnych osób i rodzin, sporach prawnych oraz wielu innych aspektach życia codziennego.
Przewaga rodzin małżeńskich (żonatych par lub rodziców z dziećmi) we wszystkich znanych społeczeństwach w historii świata może być nie tyle efektem mechanizmów psychologii społecznej, czyli wyuczonych zachowań, ile po prostu wynikać z czynników materialnych. 
Wysoka śmiertelność w społeczeństwach preindustrialnych uniemożliwiała stworzenie rozbudowanej i liczebnej rodziny.  W społeczeństwach okresu przejściowego, wraz z pewną poprawą warunków sanitarnych, rozwojem medycyny i techniki, ideał większej rodziny stał się osiągalny , ale równocześnie zaistniała presja o charakterze ekonomicznym i psychologicznym uniemożliwiająca jego realizację.
Wreszcie społeczeństwa korzystające ze zdobyczy nowoczesnej techniki, sprawiające, że idealny wzorzec licznej rodziny stawał się w pełni osiągalny, paradoksalnie odrzucały go na rzecz podstawowej komórki rodzinnej, wyniesionej do poziomu powszechnie akceptowanego ideału. 


W świecie sprzed rewolucji przemysłowej rodzina była podstawową komórką wytwórczą - w rolnictwie, manufakturach, i w handlu.  W szczytowych okresach starożytności, średniowiecza i początków ery nowożytnej zamożny ród arystokracji ziemiańskiej funkcjonował niczym zarząd, a nadzorowanie i czerpanie dochodów z posiadłości były powiązane ze strukturą rodzinną i zwyczajami dotyczącymi dziedziczenia. 
W rodzinie chłopskiej podział zajęć odbywał się wedle wieku i płci jej członków ,a  wieśniacy, podobnie jak szlachta , kontrolowali i przekazywali sobie włości w ustalonym trybie . W miastach rodziny wykonywały różne zadania w branży tkackiej i włókienniczej – przędzenie ,tkanie, końcowa obróbka – a także zajmowały się wytwarzaniem wyrobów skórzanych , drewnianych i metalowych oraz rozmaitym rękodzielnictwem, a mężowie i żony pracowali zwykle na zasadach partnerskich. 

W następnym odcinku : "Śluby"- proces zakłądania rodziny.




piątek, 10 kwietnia 2026

Mit Syzyfa

  

 

 

Syzyf schodzi na równinę


(tekst egzystencjalny, narracyjny, z Camusem jako cieniem, nie jako cytatem)

Zawsze mówi się o tym jednym momencie: o chwili, gdy kamień wymyka się z dłoni Syzyfa, toczy się w dół, a on stoi na szczycie i patrzy za nim z wściekłością, która jest bardziej ludzka niż wszystkie mity razem wzięte.

Ale prawdziwy ciężar tej historii nie leży na szczycie. Nie w gniewie. Nie w bezsilności. Nie w tym krótkim błysku świadomości, że wszystko zaczyna się od nowa.

Prawdziwy ciężar zaczyna się w drodze w dół.



To zejście — powolne, samotne, nieuniknione — jest sercem mitu. To tam człowiek spotyka siebie. Nie w momencie buntu, lecz w momencie pogodzenia. Nie w geście sprzeciwu, lecz w geście powrotu.

Camus wiedział, że Syzyf nie jest bohaterem dlatego, że pcha kamień. Syzyf jest bohaterem dlatego, że schodzi.

Bo zejście jest aktem świadomości. Aktem zgody na to, że świat nie będzie taki, jakim chcielibyśmy go widzieć. Aktem przyjęcia, że ból istnienia nie jest błędem, lecz warunkiem.

To zejście jest cios w serce Boga — nie dlatego, że Syzyf bluźni, ale dlatego, że bierze odpowiedzialność za własny los, zamiast czekać na cud, który nie nadejdzie.

W tym sensie Syzyf jest człowiekiem współczesnym: nie ma dokąd uciec, nie ma komu oddać swojej odpowiedzialności, nie ma nikogo, kto zdejmie z niego ciężar istnienia.

Kamień spada — to jest fakt. Ale zejście — to jest decyzja.

I tu zaczyna się pytanie, które drąży nas bardziej niż sam mit:

Dokąd będziemy to nosić? I dlaczego musimy wracać?

Może dlatego, że człowiek nie jest stworzony do ostatecznych zwycięstw. Może dlatego, że sens nie rodzi się na szczycie, lecz w drodze. Może dlatego, że to, co spada, musi zostać podniesione — nie po to, by wygrać, ale po to, by nie przestać być sobą.

Może dlatego, że równina — ta zwyczajna, codzienna, pozbawiona blasku — jest miejscem, gdzie naprawdę żyjemy. Gdzie uczymy się oddychać. Gdzie uczymy się zaczynać od nowa. Gdzie uczymy się, że bunt nie polega na krzyku, lecz na powrocie.

Syzyf schodzi, bo wie, że kamień nie podniesie się sam. Schodzi, bo wie, że jeśli nie wróci, nikt nie wróci za niego. Schodzi, bo w tym zejściu jest coś, czego bogowie nie przewidzieli: godność.

I może właśnie dlatego — wbrew wszystkiemu — Syzyf jest szczęśliwy. Nie dlatego, że wygrał. Nie dlatego, że ma nadzieję. Ale dlatego, że wie, że to jego droga.

A człowiek, który zna swoją drogę, nawet jeśli prowadzi w górę z kamieniem, jest bardziej wolny niż ten, który czeka na cud.





Polecany Post

Shaggy Bombastic

  🌴 Shaggy – „Boombastic” piosenka, która przypomina, że luz też jest sztuką „Boombastic” to jeden z tych utworów, które od lat wracają jak...